Hejka, zmieniłam, co nie co w rozdziałach, więc ci co to czytają. Niech nie zastanawiają się, o co chodzi.
Pozdrowienia i miłej reszty wakacji
MysteryHope
czwartek, 7 sierpnia 2014
środa, 30 lipca 2014
2. Mam szalone życie
Następnego dnia,
każdy z obozowiczów próbował się dowiedzieć kogo dzieckiem jest
ta tajemnicza i niesamowita, Elizabeth Rodriguez. Każdego zaskoczył
to, że tak szybko dogadała się z Percym Jacksonem. Wielu ludzi
zakładało, że jest córką Afrodyty lub nawet samego Zeusa.
Pomyśleć tylko, że gdyby nie sytuacja na śniadaniu to nikt by nie
wnikał, o jej pochodzenie.
Gdy
rano wstała, wszyscy z jej domku jeszcze spali. Ona na przekór
tego, że była nocnym markiem i nie lubiła wcześnie wstawać, nie
mogła już spać. Poza tym, chrapanie któregoś z barci Stoll nie
dawało jej się wyspać. Poszła do łazienki i ubrała i się w
czarne dresy i morską bluzę. Liz wiedziała, że jej ubiór
powinien im coś podpowiedzieć. W końcu miało w swojej szafie
ubrania praktycznie tylko, czarne, szare, białe i morskie.
Oczywiście, przewijały się tam inne kolory, ale te były jej
ulubione.
Lizzy
wyszła przed domek Hermesa i odetchnęła rześkim powietrzem. Dziś
był idealny dzień, aby pobiegać. Czarnowłosa starała się
biegać, ale jako duch, który się nie zmienia, nie potrafiła dotrzymać przyrzeczenia. Liz ruszyła i stwierdziła, że pobiegnie
wokół domków i jeziora. Dziewczyna biegła, przez dłuższą
chwile zatrzymała się przy domku numer trzy, domku Posejdona.
Dziewczyna, miała skrytą nadzieje, że już niedługo trafi tam i
będzie mogła w końcu poznać swojego brata
Czarnowłosa
pobiegła nad jezioro. Widok był piękny. Woda rozciągała się, aż
do zatoki Long Island. Na drugim brzegu był las w, którym
znajdowały się przeróżne potwory. Elizabeth usiadła nad brzegiem
i odetchnęła czystym powietrzem. Według, niej było tu wspaniale.
Nie było piękniejszego miejsca na całym świecie. Słońce jeszcze
nie wzbiło się zbyt wysoko, dzięki czemu na wodzie pojawiły się
kolorowe smugi.
Nagle
koło Rodriguez ktoś usiadł i dotknął jej ramienia. Zielonooka
drgnęła i krzyknęła cicho
-Spokojnie to tylko
ja?-powiedział głos, dziewczyna odwróciła się i zobaczyła
Percy'ego, swojego brata-Co ty tutaj robisz, jest bardzo wcześnie?
-Oto
samo mogę zapytać ciebie-odparła
-Nie
mogłem spać. Cały czas myślałem o tym, czego się wczoraj
dowiedziałem.
-Nie
możesz w to uwierzyć?-bardziej stwierdziła, niż zapytała
-Dokładnie. No
wiesz w końcu nie co dzień, dowiaduje się, że masz siostrę i to
starszą.
-Racja.
Ale wiesz co? Jeżeli, cała reszta zgadnie szybko kim jestem, to
będzie nam łatwiej pogadać, bo teraz jesteśmy tak jakby
podejrzani, a szczególnie przez Annabeth.
-Oj,
nie przesadzaj. Zawsze zostają nam rozmowy, takie jak teraz, albo na
treningach.
-Na
treningach?
-Skąd,
wiesz może zostanę twoim osobistym trenerem.
-Rozniosę się.
Może i jesteś najlepszym szermierzem, ale ja mam prawie pięćset
lat praktyki i odcinania Heraklesowi głowy.
-Ok-rzekł Percy i
spojrzał na słońce. Rozmawiali jeszcze tak półgodzinny. Okazało
się, że lubią te same jedzenie, tą samą muzykę. Mieli podobne
zainteresowania. Gadało im się świetnie, nie mogli przestać
rozmawiać. Jednakże, słońce było coraz wyżej na niebie i obje
wiedzieli, że za moment cały obóz obudzi się do życia.
-Widzimy
się na śniadaniu-powiedziała Liz i uciekła w stronę domków.
Gdy
zielonooki wrócił do swojego domku zastał tam Nico i Thalie.
-Hej,
co wy tu robicie?
-Chcemy
porozmawiać.-odparła jego kuzynka.-Zastanawiam się tylko, jak się
czujesz z wiedzą, że masz siostrę,...
-...i
to starszą-dokończył Nico i uśmiechnął się chytrze. Naprawdę.
Mamy wiele wspólnego. Mam tylko nadzieję, że szybko pójdzie
uznanie jej jako, córki Posejdona.
-Rozumiemy, Annabeth
przestanie być zazdrosna-zaśmiała się Thalia.-Przyszła do mnie
biedaczka, po całej zabawie i zaczęła mi się żalić. Myślałam,
że umrę-Percy i Nico zaczęli się śmiać, jak jacyś szaleńcy.-To
nie jest śmieszne!
Nagle
rozległ się wielki gong, zapowiadający, że za pół godzinny
będzie śniadanie.
-Lepiej,
już pójdziemy-powiedział Nico.-A, ty drogi kuzynie, weź prysznic.
Czeka nas dzień pełen wrażeń.
Na
śniadaniu było bardzo niespokojnie, każdy z obozowiczów chciał
wiedzieć, kto jest boskim rodzicem, tej niezwykłej dwudziestolatki.
Dzieci Afrodyty mówiły, że jest ona córką Afrodyty, ponieważ ma
ona bardzo delikatne rysy twarzy, a poza tym jest bardzo ładna.
Dzieci Aresa, Hefajstosa i Demeter mówiły, że jest córką Ateny.
Dzieci Ateny, Hermesa, Apolla, Hekate i Nemezis uważały, że jest
córką Apolla.
W
pewnym momencie dziewczyna, spojrzała się na wszystkich
zdenerwowana, wstała od swojego stolika. Powiedziała, że ma dość ich wszystkich i przesiadła się do Nico, który gdy tylko ją
zobaczył od razu się uśmiechnął i zagłębił się w rozmowie o
szermierce.
Wszyscy
patrzyli zszokowani, nie spodziewali się, że dziewczyna wybuchnie
takim gniewem. W tym momencie zaczęły się nowe spekulacje.
-Skoro
jest taka nerwowa,-rzekł Travis Stoll- to może jest córką Aresa
lub Nemezis.
-Mi
coś tu nie pasuje w niej-powiedział brat Travisa, Connor.-Ona jest
za bardzo nerwowa jak na córkę Nemezis lub Aresa. A poza tym jej
wygląd wcale nie sugeruję tego. Spójrzcie na nią, na jej oczy.
One nie mówią Nemezis lub Ares, one mówią coś innego, ale nie
mam pojęcia co. To jest trochę bardziej skomplikowane.
-Connor
ma rację-do ich stolika podeszła Thalia.-Lizzy jest bardzo
skomplikowaną osobą, zresztą to widać. W końcu rozmawia z Nico,
a to jest już oznaka lekkiego szaleństwa.
-Wiesz,
co Thalia-odezwał się Percy.- To w ogóle nie jest miłe, ale
zgadzam się z tobą. Trzeba mieć coś z głową, aby rozmawiać z
Nico.
-Sam
ze mną rozmawiasz,kuzynie-wszyscy jak na komendę się odwrócili.
Za nimi stał Nico z niezbyt miłą miną i Lizzy, która ledwo
powstrzymywała śmiech.- Poza tym myślałem, że szybciej
odgadniecie boskiego rodzica, Rodriguez, to jest najprostsza rzecz na
świecie. Zresztą jej rodzic jest najlepszy na świecie, zaraz obok
mojego.
-Więc,
na pewno nie jest to mój ojciec-powiedziała córka Zeusa i mrugnęła do dziewczyny.- Zresztą
to dobrze. Bez obrazy, ale mam za dużo rodzeństwa, jak na razie.
-Spoko-odparła
brunetka.- A tak w ogóle to mamy za moment lekcję szermierki i nie
chcę się spóźnić.
-Racja-odparła
Annabeth.-Chodź zaprowadzę ciebie.
Gdy
wszyscy doszli do boiska do szermierki. Na niej stał już Chejron.
-
No, czas rozpocząć naszą, lekcje szermierki. Każdy pracuje w tych
samych parach co zawsze. Z małymi wyjątkami. Vanessa ty pracujesz z
Zoey, Chris ty z Lauren, bo Vannesa ćwiczy z Zoey. Percy ty dzisiaj
ćwiczysz z Thalią. Jason z Frankiem. Hazel z Piper, a Leo z Nico.
Bym zapomniał Clarrise ty ćwiczysz z Elizabeth-wszyscy spojrzeli na
centaura jak na wariata, przecież, córka Aresa ją zabiję.
Jedynymi osobami, które się uśmiechały byli Clarrise, Nico i Liz.
Dziewczyna nic sobie z tego nie robiła tylko uśmiechała się
jeszcze szerzej.
-Chejronie-odezwała
się Annabeth.-Może ja poćwiczę dzisiaj z Liz.
-Nie.
-Chejronie-wszyscy
odwrócili się w stronę Piper.- Wiesz ona nie ma broni.
-Mam-każdy spojrzał
zdziwiony na brunetkę.-Hades zadbał oto, abym nie wyszła z
Podziemi bezbronna-dziewczyna sięgnęła do swojego czarnego botka i
wyciągnęła długopis, który w niecałą sekundę zamienił się w
miecz.
-Wow-nikt z
obozowiczów nie zauważył podobieństwa do miecza Percy'ego.
-Tak.
Tylko Clarrise ja dawno nie walczyłam.
-Spoko-odezwała się
córka Aresa.-Postaram się nie wgnieść ciebie w ziemie.
Trening
się rozpoczął, herosi trenowali ciężko i każdy przestał
zwracać uwagę na dwie dziewczyny. Clarrise na początku walki
szeroko się uśmiechała, bo myślała, że to będzie pestka, a tu
nagle się okazała, że Elizabeth jest bardzo dobrą szermierką.
Jej uśmiech z sekundy na sekundę robił się mniejszy, aż w
końcu...Dzyń...Miecz Clarrise opadł z pięć metrów od niej.
Obozowicze przestali walczyć, każdy patrzył na te dwie dziewczyny
z oczami jak gigantyczne spodki.
-Jak
ty to zrobiłaś-pierwszy głos odzyskał Will.
-Jeszcze
nikomu nie udało się rozbroić Clarrise. Oprócz Percy'ego, Thalie
i Nico-powiedział Leo.
-Wiecie,
gdyby nie patrzeć na to, że mieszkałam w Elizjum. To mam ponad
pięćset lat praktyki.
-Ale,
powiedziałaś, że dawno nie walczyłaś-odezwała się córka
Aresa.
-No,
bo to jest prawda, ostatni raz walczyłam miesiąc temu. Ale, nie
przejmuj się, ja ćwiczyłam z Tezeuszem, Orionem, Perseuszem,
Jamesem i Heraklesem-na te słowa Nico wybuchł śmiechem.
-Herakles to ci
raczej za manekin służył- i dalej zaczął się śmiać, zaraz
zanim poszli Leo, Chris i bracia Stoll, którzy zrozumieli, o co
chodzi, synowi Hadesa.
-
To nie jest śmieszne, di Angelo!
-Bardzo,
śmieszne wodo...Lizzy.
-Ludzie!-krzyknęła
Annabeth- Czas iść do stajni, do pegazów. Widzisz, po wielkiej
wojnie każdy z nas dostał pegaza. Teraz musimy tobie wybrać,
towarzysza.
-Do
dyspozycji mamy trzy pegazy-odezwała się Lauren, córka Nemezis-
Gwiazdkę, Księżyca i Mer.
Właśnie
doszli do stajni, w środku było wiele skrzydlatych koni. Na samym
końcu stały trzy konie, przy ich boksach nie było tabliczki z
imieniem półboga.
Gwiazdka
była koniem, o maści złotawej, jej grzywa była biała jak chmura.
Księżyc był maści czarnej, ze srebrną grzywą. Za to Mer był
cały czarny, lecz jego oczy miały morski kolor, tak przenikliwy.
Oczy tego kolory miały tylko dzieci Posejdona i Mroczny, chociaż u
niego barwa zmieniała się też na czarny.
Elizabeth, podeszłą
do Księżyca i Mer, Gwiazdkę ominęła, to nie był koń dla
niej.
-Zoey-powiedział
Leo.- Ty też nie wybrałaś sobie jeszcze konia-do chłopaka
podszedł koń, był brązowy, ale jego grzywa przypominała ogień-
To jest Iskra, mój koń.
Hej, Mer, Księżyc i Gwiazdka, jestem Elizabeth, córka Posejdona.
Który, z was chce być moim koniem?
Córka
Posejdona. To dla nas zaszczyt. Jestem Mer i będę twoim
wierzchowcem i powiedz swojej znajomej żeby wybrała Księżyca.
Gwiazdka jest koniem specjalnym i jest ona przeznaczona dla satyrów.
Przekaż do obozowiczom Perseuszu Jacksonie.
Jasne Mer.
Dziękuje.
-Mer mówi, że chce być pegazem Lizzy, a Księżyc Zoey. Gwiazdka jest
za to pegazem satyrów-rzekł Percy.
-To
postanowione-powiedział Will.- I skoro Liz jest taka dobra w
szermierce, to może, zobaczymy jak sobie radzisz ze strzelaniem z
łuku.
-Nie!-wrzasnęli
Nico i Elizabeth.-Ja jestem beznadziejna, w strzelaniu z łuku.
Ostatnio prawie zabiłam Persefonę i Demeter, jak wybrały się na
przechadzkę po Elizjum.
-Nie
może być, aż tak źle-powiedziała Zoey.
-Uwierz
mi jest jeszcze gorzej. Ja mam to w genach.
-Ja
też-rzekł syn Hadesa, brunetka zaśmiała się i objęła go
ramieniem. Starsi chłopcy lekko się zdziwili, że taka dziewczyna
lubi syna Pana Śmierci.
-To
nie wiem już co-powiedziała Hazel i w tym samym momencie została
oblana wodą.-Percy!-wykrzyknęła.
Syn
Posejdona wpadł na idealny pomysł, cały obóz ruszył do wody.
Chłopcy chwytali dziewczyny w pasach i biegli z nimi, aby je wrzucić
do lodowatego jeziora. Półbogowie chlapali się wodą, topili,
nurkowali, pływali. Jason z Piper już dawno się tak dobrze nie
bawili w swoim towarzystwie. Oboje uważali, że Percy ma talent to
rozśmieszania ludzi. Nico obserwował Lizzy, która właśnie
została oblana przez Connora. Dziewczyna, która nie spodziewała
się tego, odwróciła się zszokowana, ale jej to na wiele nie
pomogło, bo Connor rzucił się na nią i zaczął ją topić. Nico,
Leo i Chris uśmiechnęli się szeroko.
Córka
Posejdona wynurzyła się z wody cała mokra i w ramach rewanżu
ochlapała syna Hermesa. Jednakże, jej woda nie była malutka, to
była bardzo duża fala, która zalała całego bruneta. Gdy chłopak
otrząsnął się z szoku, spojrzał się na Elizabeth, która
przeklinała się w duch, żę tak łatwo dała się zdenerwować i
wykorzystała swoje moce. Chris i Leo również patrzyli na to z
wielkim zdziwieniem. Liz i Connor wyszli z wody i podeszli do trójki
stojącej na brzegu.
-Nie
próbujcie nic nikomu powiedzieć, to ma być tajemnica-rzekła
dziewczyna.
-Do
ogniska, które ma być w ten piątek-dopowiedział Nico i spojrzał
się na największych dowcipnisi w obozie.-Słowo, że nic nie
powiecie?
-Słowo-odpowiedzieli.
-To,
co?-Connor uśmiechnął się chytrze do Liz.- Córka Posejdona, co?
-Tak-Lizzy
uśmiechnęła się sztucznie i pchnęła Connora tak, że ten wpadł
z powrotem do wody, reszta chłopaków wybuchnęła śmiechem.-A, wy
co się tak śmiejecie?- chłopcy polecieli znowu do wody, a Liz
wybuchnęła melodyjnym śmiechem i pobiegła do nich dołączyć.
Później
Lizzy chodziła sama po obozie, chciała go zwiedzić. Za jej czasów
obóz nie dość, że był w Hiszpanii, to wyglądał dosyć inaczej.
-Liz!-dziewczyna
odwróciła się i zobaczyła Thalie biegnącą w jej kierunku.-Jak
ci się podoba w nowym życiu?
-Fajnie.
Tylko, tęsknie za moimi znajomymi z Elizjum. Wiesz Orion, Tezeusz,
Perseusz, James, Bella, Achilles, Stevie, Cleo, Rose i Zoe, są mi
jak rodzina.
-Przyjaźniłaś się
z najznakomitszymi herosami w historii?
-Tak.
To było nie zwykłe, gdy przybyłam do Elizjum od razu wpadłam, im
do oka. Byłam pyskata, wredna i pełna sarkazmu.
-Spoko,
chciałabym, aby Percy i Nico tacy byli-Thalia westchnęła.
-Zobaczysz wszystko
się ułoży. Zobacz gong na obiad-dziewczyny westchnęły i ruszyły
w stronę messy.
-Tak,
w ogóle jak tam obóz?
-Dobrze,
tylko Chris, Leo i Connor wiedzą kim jestem, wiesz nasza dzisiejsza
kąpiel w jeziorze.
-Spoko,
tak w ogóle to ja się chciałam pożegnać, jutro wyjeżdżam na
misje dla lady Artemidy i nie będzie przez trochę.
-Jasne,
lepiej powiedz to Jasonowi. On pewnie też niedługo wyjedzie, wraz z
Hazel i Frankiem. Szczerze mówiąc mógłby zabrać Piper tam do
rzymskiego obozu na trochę.
-To
jest mój brat, on na to nigdy nie wpadnie-Liz i Thalia wybuchnęły
śmiechem, wzbudzając zdziwienie herosów siedzących w messie.
Dopiero
dzisiaj Elizabeth zobaczyła, jak naprawdę wygląda messa. Wielkie
ławki przy każdej numer domku. Najmniejsze stoły, miały domy
dzieci Wielkiej Trójki.
Przy głównym stole siedzieli Hazel i Frank. On był fajtłapą i wiecznie o nią
zazdrosny, kiedy tylko w pobliżu pojawiał się Leo. Ona wiecznie
uśmiechnięta i ciekawa świata.
Był
jeszcze Travis i Katie, każdy wiedział, że ta dwójka w końcu
będzie razem. On ją lubił od samego początku i ciągle ją
zaczepiał. Ona w końcu się do niego przekonała. I oczywiście
Clarrise i Chris nikt się nie spodziewał, że dziewczyna może
przejawiać jakieś uczucia, ale pojawienie się wysokiego i
przystojnego latynosa zmieniło ją , troszeczkę.
Elizabeth usiadła
przy stole Hermesa, obok Chrisa i Connora. Oboje mieli wielii uśmiech
na twarzy, tak charakterystyczny, gdy...
-Co
wy knujecie?
-Skąd
wiesz, że coś knujemy-spytał Chris.
-Bo,
wiesz wasz ojciec ma taki sam uśmiech.
-Znasz
naszego ojca?
-Tak,
poznałam go dawno temu. On i Apollo i ja byliśmy bardzo dobrymi
znajomymi.
-Ty
i bogowie?-zdziwił się Connor.
-Widzicie, w
średniowieczu bogowie mogli odwiedzać swoje dzieci. Czasy wielkiej
inkwizycji, wiele wojen. Bogowie, troszczyli się o nas bardzo. Każdy
półbóg był okreśłony. Nawet dzieci y pomniejszych bogów. To
był piękne lata, gdyby nie inkwizycja-dziewczyna nagle posmutniała.
-Co
jest?-spytał Chris.- Masz mały konflikt z inkwizycją?
-Tak,
to przez inkwizycje znalazłam się w Elizjum.
-Jak?-oczy Connora
zabłysły w podnieceniu.
-Widzicie, to były
piękne, lecz i straszne czasy. Czasy Kolumba są bardzo fajne,
przyszłość jest bardzo świetlana. Podróże po morzach i
oceanach. W śród nich ja dziewczyna, córka jednego z ważniejszych
bogów greckich. Moja mama była bardzo ważną osobą. Pracowała na
targu sprzedawała, co się dało, co ludzie potrzebowali. Pewnego
dnia nie pojawiła się w pracy, a dziewięć miesięcy później
przyszła na targ ze mną, ludzie zaczęli gadać, plotkować. Madre
nie miała życia, w końcu mi madre trafiła do więzienia i tam
zmarła. Miałam trzy latka-chłopcy spojrzeli na nią przerażeni.-
Błąkałam się po ulicach przez rok, potem zostałam zabrana do
domu dziecka. Jak na XV wiek był beznadziejny. Gdy skończyłam
dziesięć lat, uciekłam stamtąd, przez pięć lat błąkałam się
bez celu, uciekając przed potworami. Wtedy poznałam tatę, pojawił
się w moim śnie tak nagle, został mi po nim tylko miecz, nie jest
on specjalny, zwykły miecz po prostu, ale zawsze jakaś pamiątka.
Cztery lata później nadciągał wielki sztorm, ludzie uciekali
chować się do kościoła, mnie nie wpuścili. Pomyślcie, kto
chciałby wpuścić do kościoła takie dziwactwo jak ja. Następnego
dnia aresztowała mnie inkwizycja, za uprawianie czarnej magii i
kontroli nad wodą. Torturowali mnie przez rok- Chris i Connor
patrzyli na brunetkę wielkimi oczami, nie potrafili wyobrazić sobie
tego, co dziewczyna musiała przeżywać.- Rok później skazano mnie
na spalenie na stosie. I tak w dzień moich dwudziestych urodzin
zostałam spalona na stosie-dziewczyna zakończyła swoją opowieść.
-Wow-rzekł
Chris.-A, to ja myślałem, że mam szalone życie- Lizzy roześmiała
się melodyjnym śmiechem, a Connor'owi pojawiła się gula w gardle.
-Hej!-do
trójki herosów podszedł Travis.-Co was tak śmieszy?
-Szalone
życia Chrisa-odparł Connor i wraz ze swoim bratem bliźniakiem
wybuchnęli śmiechem.
Hej!
Mam nadzieje, że moje posty was nie zanudzają. Bardzo proszę o
komentarze.
Pozdrawiam
MysteryHope:).
piątek, 18 lipca 2014
1.Jestem beznadziejnym chłopakiem!
Był
siedemnasty czerwca, w Obozie Herosów trwały przygotowania do
powitania bogów. Dzisiaj miały być obchody ożywionego ducha z
Elizjum. Wszyscy żyli, tylko tym wydarzeniem. Jednakże, Annabeth i
inne dzieci Ateny narzekały, że nie wiedzą kim będzie ożywiony.
Wszelkie plotki mówiły o tym że będzie to, ktoś z Wielkiej
Wojny. Jedyną osobą, która chyba wiedziała, kto to będzie był
Nico, syn Hadesa. Hazel podejrzewała, że będzie to jego prawdziwa
siostra Bianca di Angelo.
Dzisiaj
dzień zaczął się normalnie. Każdy z obozowiczów poszedł na
śniadanie. I potem dzień już nie był zbyt normalny. W mesie nie
było ani Nico, Percy'ego i Thalie, co było o tyle dziwne, że oni
nigdy nie przegapiali śniadania.
-Hej!-odezwał
się Chris. Do messy weszli Jason, Reyna, Frank i Hazel. Cała trójka
przyjechała na tą uroczystość, aż z samego Rzymu. Do Jasona
podbiegła Piper, jego dziewczyna.-Co wy tu robicie? Znaczy bardzo
dobrze was widzieć, ale to jest greckie święto.
-Stwierdziliśmy,
że sobie do was przyjedziemy. Poza tym słyszałem, że będą tam
bogowie, a ja chce bardzo spotkać tatę-odparł Jason.
-A
gdzie Percy, Thalia i Nico?-spytała Hazel, rozglądając się za
swoim bratem.
-Nie
mamy pojęcia-rzekł Connor Stoll, syn Hermesa.-Nie widzieliśmy ich
od rana. Po prostu jakby rozpłynęli
się w powietrzu.
Każdy
pogrążył się w rozmowie. Z reguły były to rozmowy o
nadchodzącej porze Ożywieńca, albo o tym gdzie to podziały
się dzieci Wielkiej Trójki .
Nagle
rozległ
się
duży
gong, który symbolizował przybycie nowego obozowicza. Głowa
każdego obróciła się
w kierunku wejścia do ich stołówki, w nich stał Chejron i jakaś
dziewczyna o czarnych oczach.
-To
jest Zoey Hunter, córka Hekate. Mam nadzieje, że przyjmiecie ja
bardzo miło, tyczy się to przede wszystkim naszych obozowych
dowcipni-Leo, bracia Stoll i Chris zachichotali cicho.-Wytłumaczcie
jej co to jest ożywienie i oprowadźcie po obozie. Bogowie przybędą
za sześć godzin, do tego czasu musicie mieć wszystko gotowe. Nico,
Percy i Thalia są zwolnienie, bo maja do zrobienia coś
ważniejszego-centaur westchnął.
-Vanessa-odwrocił się w stronę pewnej piętnastolatki, która była kropka w kropkę podobna do nowej.-Oprowadzisz Zoey po naszym obozie i wytłumaczysz jej o, co tak naprawdę chodzi.
-Vanessa-odwrocił się w stronę pewnej piętnastolatki, która była kropka w kropkę podobna do nowej.-Oprowadzisz Zoey po naszym obozie i wytłumaczysz jej o, co tak naprawdę chodzi.
-Jasne
Chejronie-dziewczyna uśmiechnęła się promiennie i chwyciła
czarnowłosą za rekę-Hej,
jestem Vanessa, ale mów mi Van.
-Miło
mi cię poznać, czy to co mówi ten cały centaur, o bogach
greckich, to prawda?
-Tak,
ale spokojnie, daje ci dwa dni, a przywykniesz do tego wszystkiego.
Teraz najważniejsza sprawa. Widzisz co tysiąc lat, bóg podziemi
Hades może ożywić jednego półboga z danego tysiąclecia. No i
dzisiaj wypada ten dzień, masz naprawdę wielkiego farta, że to
dzisiaj, bo tak musielibyśmy
ci streszczać o wiele więcej. Tak, w ogóle to ile ty masz lat?
-Dziewiętnaście.
-Spoko,
jesteś prawie najstarsza z naszego domku, starszy od ciebie
jest tylko Greg, on ma dwadzieścia dwa lata i jest najstarszy z
całego obozu i jest strasznie wredny, ale jest mała szansa, że
może pójdzie na jakąś misje i nie wróci-Van zaśmiała się, a
Zoey spojrzała na nią przerażona.-Ej, spoko ja tylko żartuje.
Zresztą nie czas na rozpaczanie, o głupocie naszego grupowego.
Teraz muszę cię zapoznać z najlepszymi osobami w Obozie Herosów.
Vanessa
pociągnęła czarnowłosą za rękę i pognała nad jezioro.
-Hej!-zaczęła
wrzeszczeć-Jak już wiecie to jest Zoey Hunter i ma dziewiętnaście
lat. To są Annabeth,Jason, Piper, Frank, Hazel, Connor i Travis,
Katie, Chris, Clarrise, Will, Reyna i Leo. Brakuje tu jeszcze dzieci
Wielkiej Trójki, Nico, Percego i Thalie.
-Ok,
ale kim jest a cała Wielka Trójka?
-To
są bracia, Zeus, Hades i Posejdon. Kiedyś zawarli pakt i nie mogli
mieć dzieci, ale wiadomo to i tak nie zdało egzaminu. I wiesz
Percy, syn Posejdona, to nasz taki bohater. Nico, to syn Hadesa, a
Thalia Zeusa. Wiadomo niby są kuzynostwem, ale kłócą się
strasznie
-Dokładnie
tak Van-odezwał się pewien chłopak o czarnych, lekko osmolonych
włosach i brązowych oczach-Nie dalej, jak w zeszłym tygodniu
pokłócili się o to, które z nich ma czyściej w
pokoju. Błyskawicę, kości i woda latały tutaj co
sekundę. Nie byliśmy nawet pewni,...
-...czy
zdołamy wyrobić się z dniem ożywieńca. To była po prostu
rzeźnia, nigdy nie widziałam Chejrona tak wściekłego. I dzisiaj,
akurat zniknęli. Temu głupiemu glonomóżdżkowi się tak
oberwie, jak nigdy. Co za kretyn po prostu.
-Annabeth-szepnęła
Clarrise-to dziewczyna Percego i najlepsza przyjaciółka Thalie,
więc strasznie się martwi. Poza tym jest córką Ateny i ma
najbardziej tragiczne scenariusze.
-Ja!Tragiczne!-oburzyła
się blondynka i zaczęła kłócić się z córką Aresa. Ich
kłótnia trwałaby pewnie długo, gdyby nie to, że wokół
nich wybuchły wielkie płomienie. Wszyscy zaczęli wrzeszczeć, a
Zoey patrzyła na to wszystko przerażona i nie mogła się
nawet ruszyć.
Po
pewnej chwili wszyscy usłyszeli śmiech, który z każdą chwilą
stawał się coraz większy. Chris i bracia Stoll również
wybuchnęli śmiechem i padli na ziemie, tarzając się na niej ze
śmiechu wraz z Leo, który już prawie był zasikany.
-Leo!-krzyknęła
Piper i przytuliła się do Jasona-To wcale nie jest śmieszne! Mogło
im się coś stać, czy ty w ogóle myślisz?!
-Sorry-synowi
Hefajstosa, ledwo udało się coś powiedzieć.-Ale, Zoey-czarnowłosa
odwróciła się w stronę chłopaka.-Witamy w Obozie Herosów i mam
nadzieje, że twój pobyt tutaj będzie jeszcze bardziej udany.
-Jesteś
głupi-powiedziała Hazel i chwyciła Franka za rękę.
-Ale
za to jaki przystojny-parsknął Travis i od razu tego pożałował,
bo ręka Katie Gardner uderzyła go w tył głowy.
W
tym samym czasie, w pewnej wytwórni muzycznej w Los Angeles, a
dokładniej w jej podziemiach siedziała trójka nastolatków. Jeden
miał piętnaście lat, jeden siedemnaście, a jedyna dziewczyna w
towarzystwie wyglądała na szesnaście. Rozmawiali zaciekle w
czarnej sali tronowej, ojca jednego z nich. Były to zaginione od
samego rana dzieci Wielkiej Trójki.
-Nico!-powiedział
już lekko zdenerwowany Percy-Powiesz nam wreszcie, dlaczego jesteśmy
w Podziemiach.?
-Ale,
ja naprawdę nie wiem!-oburzył się czarnowłosy chłopak-Wiem tylko
tyle, że ma to coś wspólnego z dniem ożywieńca, ale co to ci nie
powiem, bo po prostu nie wiem i już. Tata nie chce mi nic
powiedzieć.
-Spoko,
gnijemy tu już od rana-westchnęła Thalia i oparła głowę o ramię
Percy'ego.-I już powoli mam tego dosyć. Nie mogą nam powiedzieć
po co my tu jesteśmy?! Pewnie wszyscy w obozie się martwią.
-O
bogowie!-wykrzyknął Jackson- Annabeth mnie zabiję. Już raz jej
zniknąłem na parę miesięcy, możliwe, że znowu będzie tak
myśleć. Żeby tylko, bogowie mieli jakiś dobry powód, aby
nas tu trzymać.
-Mam
jeden pomysł-odezwał się Nico.-Ale to raczej nie możliwe.
Wtem
otworzyły się ogromne drzwi tkwiące w głównej ścianie, całego
pomieszczenia i weszły przez nie postacie. Byli to bogowie, dwunastu
olimpijczyków i inni pomniejsi półbogowie. Koło nich szły duchy.
Dzieci Wielkiej Trójki nie widziały ich twarzy, ale domyśliły
się, że wśród tych duchów jest jeden ożywieniec. Nico mimo
tego, że był synem Hadesa nie mógł rozpoznać żadnej sylwetki.
-Witajcie!-głos Zeusa
rozbrzmiał po marmurowych ścianach jakby mówił przez
megafon.-Pewnie zastanawiacie się po, co was wezwaliśmy.? Jak już
pewnie wiecie, dziś jest dzień ożywieńca z Elizjum, więc wszyscy
bogowie, a w szczególności Hades mieli zastanowić się nad
wyborem. Na początku tym faworytem był Lionel Strike*, znany
korsarz i odkrywca, to on pomógł Kolumbowi odkryć Amerykę. Jest
on moim synem-Władca Nieba wypiął dumnie pierś.-Lecz Hades,
stwierdził, że nie byłoby to sprawiedliwe w stosunku do Posejdona,
którego tylko jedno dziecko żyję, a my mamy dwójkę-cała trójka
herosów spojrzała ze zdziwieniem na Pana Umarłych, w życiu nie
spodziewali się po nim czegoś takiego. Nico spojrzał na swojego
ojca z wielką dumą rosnącą w jego piersi.
-Percy
spojrzał na swojego ojca, w jego oczach zobaczył coś czego nigdy
wcześniej nie widział. To było szczęście, jego ojciec był z
czegoś bardzo zadowolony, tak jakby wygrał milion dolarów w
jakiejś loterii. Zielonooki potrząsnął głową, wiedział, że za
moment dowie się o, co chodzi.
-Jak
mój wuj już wspomniał-odezwała się Atena- Nie zgodziliśmy się,
aby ożywić młodego Strike. Wtedy zaproponowałam, syna Apollo,
Mika Lewisa, brał on udział w wojnie secesyjnej i jako jeden z
nielicznych, potrafił podnieść ludzi na duchu. Jednak nadal
to nie była odpowiednia osoba. Dziwnym trafem Dionizos zaproponował
kogoś-Thalia spojrzała na boga wina z wielkim zainteresowaniem-
Powiedział, że powinniśmy ożywić Luka Castellana, syna Hermes...
-NIE!-wrzasnęli herosi-
Nie możecie ożywić Luka-dokończył już Nico- To nie byłby dobry
pomysł. Do tej pory niektórzy obozowicze chcą go zabić, za to, że
nas zdradził.
-Takich
rzeczy się nie zapomina i uwierzcie mi, że Luke nie dożyłby
jutrzejszego dnia.
-Też
tak pomyśleliśmy-rzekła Hera i czym zadziwiła półbogów
uśmiechnęła się promiennie-.-Dlatego, zaproponowaliśmy, znaczy
Hades właściwie zaproponował,inną osobę, a my się na to
zgodziliśmy.
-Percy
Jacksonie-do trójki nastolatków, podeszła fioletowo-włosa
kobieta, był to Nemezis- Jest to dziewczyna, która żyła za czasów
Krzysztofa Kolumba. Została spalona przez inkwizycję, za uprawianie
czarnej magii. Były to mroczne czasy...
-...i
nie jest to córka Hekate-dokończyła Artemida- Dziewczyna nazywa
się Elizabeth Rodriguez i jest ona córką Posejdona.
Percy
myślał, że jego świat się stanął na głowie jeszcze bardziej,
od czasu od kiedy dowiedział się, że jego ojcem jest sam
Posejdon. To nie mogła być prawda, wprawdzie zawsze marzł o tym,
by mieć rodzeństwo, ale jednak chcieć, a mieć to jest bardzo duża
różnica.
-Siostra?
-Tak,
Percy-powiedział Posejdon.-Widzisz jest tylko jeden mały
szczegół...Elizabeth jest od ciebie starsza, aż o trzy lata. Nie
przeszkadza ci to?
Na
twarzy Percy'ego nagle pojawił się uśmiech, który poszerzał się
z każdej sekundy. Jeg
o
obawy zaczęły się topić.
-Żartujesz sobie, starsza
siostra?!-wykrzyknął-To jest ekstra, zawsze chciałem mieć
siostrę. W pewnej chwili myślałem, że ta cała Elizabeth jest ode
mnie młodsza, a to jest straszne.
Posejdon
wybuchnął radosnym śmiechem.
-To
ustalone, Percy poznaj swoją siostrę-z tłumu duchów wyszła,
pewna dziewczyna. Miała ona czarno-brązowe włosy i morskie oczy.
Wyglądała na dwadzieścia lat. W jej oczach igrały wesołe ogniki,
ale też coś co napawało wszystkich niepokojem. Nagle Nico wrzasnął
-Lizzy!-pobiegł w kierunku
dziewczyny i ją przytulił-Nie mogę uwierzyć, że będziesz
ożywieńcem. To takie super! Percy! Thalia! Poznajcie moją
najlepszą kumpelę z Elizjum...Tak wiem przyjaźnie się z duchem,
Liz jest najlepszą szermierką jaką spotkałem, oprócz ciebie
Percy, więc to jest chyba rodzinne. Gdybyś, widział jak ona
rozwala łeb Heraklesowi.
-On
jest strasznie wkurzający-głos dziewczyny okazał się miękki i
melodyjny, ale była też nutka pewnej zawziętości i doświadczenia.
Może i Elizabeth Rodriguez, miała dwadzieścia lat, ale trzeba było
pamiętać, że jest o wiele starsza.-Panie Hadesie, może jeszcze to
przemyślicie?
-Było
nie wysadzać połowy mojego lochu, Liz-Władca Podziemi uśmiechnął
się lekko-Tylko, pamiętaj masz się nie dać zabić, aż do późnej
starości. Chce mieć trochę spokoju.
-Dobra,
dosyć-odezwał się Percy-Wracamy do obozu i muszę cię poznać
siostrzyczko-Liz zaśmiała się.
-To
na razie- podeszła do szóstki duchów, stojących pod ścianą-
Będę za wami strasznie tęsknić.-brunetka przytuliła każdego po
kolei i wróciła do swojego brata i kuzynostwa.-To co, idziemy?
Zeus
wyciągnął swój Piorun Piorunów i rzucił nim o Ziemię.
Rozbłysło jasne światło
i w sali została tylko szóstka duchów. Uśmiechali się.
W
Obozie Herosów panowało napięcie, tylko sekundy dzieliły ich od
rozpoczęcia się uroczystości Ożywieńca z Elizjum. Leo, Connor,
Chris i Travis siedzieli jak na szpilkach. Nie mogli się już
doczekać, żeby poznać osobę, którą będą mogli nabierać.
Nagle,
rozbłysło jasne, oślepiające światło i na przygotowanym
podeście stanęła dwunastka bogów olimpijskich i inni pomniejsi
bogowie.
-Witajcie, półbogowie!Jak
wiecie, zebraliśmy się tu w sprawię Ożywieńca z Elizjum. Jest to
dziewczyna z piętnastego wieku. Została spalona przez inkwizycję,
za uprawianie czarnej magii. Ma dwadzieścia lat. Wiemy, kto jest jej
boskim rodzicem, lecz wam tego nie powiemy. Sami musicie odgadnąć,
albo ona zrobi coś, co pasuje do jej boskiego rodzica. Pamiętajcie,
tylko, że żyła ona w czasach w, których królowały statki. Więc,
na pewno zaprzyjaźni się z osobami, które lubią
kajakarstwo-Demeter odetchnęła głośno-Przedstawiamy wam,
Elizabeth Rodriguez!
Na
scenę weszła czarnowłosa. Wielu chłopaków wstrzymało oddechy.
Dziewczyny rzucały jej nieprzyjemne spojrzenia, bały się, że
dziewczyna zrujnuję im życie. Jedyną osobą, która nie pomyślała
tak, o tym, był Chejron. Gdy tylko zobaczył te czarno-brązowe
włosy i morskie oczy w, których grają wesołe, ale i niebezpieczne
ogniki. Od razu się domyślił, że jest to ta Elizabeth Rodriguez,
córka Posejdona. Dziewczyna była jego ulubionym półbogiem.
Doskonała szermierka, od razu wiedziała kto jest jej ojcem, bardzo
szybko opanowała swoje moce. Heros idealny.
-Więc
bardzo, prosimy-rzekł Ares.-Żeby, któreś z dzieci Hermesa
oprowadziło Elizabeth po obozie. I bez żadnych żartów, bo może
się to dla was źle skończyć.
-Elizabeth-powiedziała
Iris.-Może opowiesz coś o sobie. Na przykład, zgrajmy w
dwadzieścia pytań-każdy spojrzał na boginię tęczy,
z wielkim zaskoczeniem.-No, co?
-Myślę,
że to może poczekać-powiedział Posejdon i rzucił czarnowłosej
zmartwione spojrzenie.-Czas rozpocząć zabawę.
Po
słowach Posejdona,rozległ się huk i wystrzeliły fajerwerki.
Obozowicze zaczęli klaskać.
Impreza
trwała w najlepsze, bogowie wybyli już dawno, więc przyjęcie
zaczęło się powoli rozkręcać. Liz bardzo szybko nawiązała
kontakt z Katie Gardner, córką Demeter Vanessą, Zoey i Reyną. Ku nie zadowoleniu Annabeth, Hazel i
Jasona, nawiązała bardzo szybki kontakt z dziećmi Wielkiej Trójki.
Najbardziej dogadywała się z Nico, ale to było jasne, bo chłopak
przyznał się, że zna tajemniczą dziewczynę.
Percy
dogadał się z nią bardzo łatwo, mieli ze sobą bardzo dużo
wspólnego. Kochali te same filmy, muzykę, byli pesymistami i to
wielkimi. Lizzy lubiła to samo jedzenie, po prostu jak dla niego
siostra idealna. Niestety nikt nie mógł się o tym dowiedzieć,
wola bogów to wola bogów. Rodzeństwo modliło się tylko, aby
ludzie szybko odgadli kim jest jej boski rodzic, albo żeby Posejdon
ją uznał. To było męczące przez wszystkie lata, które
dziewczyna spędziła w Elizjum, dziewczyna korzystała praktycznie
zawsze ze swoich mocy. Był one częścią jej życia, a poza tym
chciała poznać swojego brata lepiej, ale to by było zbyt
podejrzane, dlatego musiała trzymać buzie na kłódkę.
-Hej!-do
rodzeństwa podszedł Leo Valdez, syn Hefajstosa. Jak na
dziewiętnastolatka był bardzo przystojny i powiedzmy szczerze na
swój wiek wcale nie wyglądał.-Jestem Leo Valdez, syn Hefajstosa i
grupowy tego domku. Witamy w Obozie Herosów, Lizzy.
-Cześć!Miło mi cię
poznać. Z tego co wiem, to jesteś nie złym dowcipnisiem.
-Taa-chłopak potarł kark
ze zdenerwowania, a Percy zaśmiał się z przybitej miny
przyjaciela.
-Nie
przejmuj się, gdy byłam w Elizjum, cały czas robiła jakieś
głupie dowcipy Hadesowi, wraz z kilkoma znajomymi. Właściwie tylko
dzięki temu jestem tutaj-Lizzy odrzuciła swoje długie włosy do
tyłu.
-Serio?!
Poczekaj tu chwileczkę-Leo popędził gdzieś. Elizabeth i Percy
spojrzeli na siebie i wybuchnęli śmiechem.
-Co
wam tak wesoło?-do dzieci Posejdona podszedł Nico.
-Leo-wyjaśnił Percy.
-I
wszystko, jasne. Ale, Percy weź idź do Annabeth, bo bidulka za
moment zeświruję i to bardzo.
-Cholera! Kompletnie,...jak
mogłem zapomnieć, to jest nienormalne. Jakim ja jestem
beznadziejnym chłopakiem. Co ja mam teraz zrobić?!
-Daj
jej kwiat-odezwała się Elizabeth.-Zrobiony cały z wody. Annabeth
oszaleje z zachwytu.
-To
jest...genialne!-wykrzyknął Percy i pobiegł w stronę córki
Ateny.Liz pokręciła głową, a potem wraz z Nico zaczęła się
histerycznie śmiać.
*-jest
to nazwisko zapożyczone z książki J.K. Rowling „Wołanie
kukułki”. Nazwisko nie wnosi nic szczególnego do fabuły.
Hej! Oto jest
pierwszy rozdział. Mam nadziej, że się wam spodoba. Proszę o
jakiekolwiek komentarze nawet o krytykę.
MysteryHope
Subskrybuj:
Posty (Atom)